SUWNICE
Posted in Bez kategorii by biuroekot - Mar 06, 2010
WIELKIE POZOSTAŁOŚCI SZCZECIŃSKIEJ STOCZNI
Rok 2009 i ogólnoświatowy kryzys ekonomiczny przyniósł upadek wielu rodzimych przedsiębiorstw. Wiele małych firm/działalności jednoosobowych/przedsiębiorstw zostało zamkniętych. Ich bankructwo zostało często spowodowane upadkiem większych przedsiębiorstw z którymi współpracowały.
Przykładem rzeczywiście dużej korporacji, zatrudniającej tysiące osób, była szczecińska stocznia. Wokół siebie skupiała ona dziesiątki niewielkich firm – podwykonawców drobniejszych elementów niezbędnych do budowy statków. Przede wszystkim były to przedsiębiorstwa/korporacji z branży metalowej, niemniej jednak również w grę wchodziła branża elektroniczna.
Co pozostało po szczecińskiej stoczni? Wielki smutek, żal i rozczarowanie pracowników. Wprawdzie stocznia już od kilku lat sztucznie utrzymywana była przy życiu, natomiast z jej upadkiem wiąże się kilka spersonalizowanych tragedii ludzkich – wiele szczecińskich i nie tylko rodzin utraciło jedyne źródło utrzymania. Puste hale, bez liku maszyn i urządzeń i górujące nad Szczecinem olbrzymie, żółte suwnice – tak wygląda obecnie krajobraz stoczni.
gatunki=”text-align: justify;” mce_style=”text-align: justify;”>
Swego czasu, w latach świetności przez to szczecińskie zakład produkcyjny przewinęło się bez liku osób – pracownicy dojeżdżali do swego zakładu z miejscowości odległych o nawet 60 km. Wszyscy ludzie dobrze zarabiali, byli zadowoleni i pewni swej przyszłości. Tożsamo było z wieloma drobnymi przedsiębiorcami, którzy ze stocznią robili interesy. W zgodzie z zasadą Pareto – 20% klientów przynosi firmie 80% dochodu. W tym przypadku jeden duży nabywca potrafił utrzymać na rynku wiele drobnych korporacji, które po upadku stoczni całkiem zniknęły z rynku.
Było kilka momentów, kiedy była jeszcze pewna nadzieja na uratowanie stoczni szczecińskiej, posiadacza olbrzymiego dobytku, takiego jak wspomniane suwnice, nawiasem mówiąc, największe w państwie. Ostatnia sprawa z katarskim inwestorem, który mimo wygranego przetargu nie wpłacił należnej kwoty chyba ostatecznie pogrzebała nadzieje stoczniowców. Ostatnie dni pokazały, że żaden z inwestorów, którzy startują w przetargach nie jest zainteresowany zakupem stoczni jako całości – sprzedane zostaną tylko jej fragmenty… A co zresztą? Zniszczeje, tak jak swego czasu w naszym pięknym kraju na zmarnowanie poszło co niemiara faktycznie atrakcyjnych domów i mieszkań po byłych PGRach. Mieszkańcy Polski niestety mają tendencje do marnotrawstwa – dopiero po szkodzie okazuje się, że pewne rzeczy można było rozwiązać inaczej.
COMMENTS